Od kocyka
- pannazosia1
- 4 lut 2019
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 18 mar 2019
Znalazłam kiedyś w internecie koce z wełny czesankowej. Otworzyłam szeroko oczy, przełknęłam ślinę, serce szybciej zabiło. Cena też zabiła. Oburzona stwierdziłam "sama se zrobię. O!" (w myślach zawsze mówię "SE"). W ogóle nie zraził mnie fakt, że nigdy w życiu nie miałam w rękach szydełka, na drutach coś tam kiedyś machałam, ale na litośćbosko, znajdźcie mi druty na których zmieszczę 120 cm kocyczka i jeszcze będę mogła nimi operować. Nic to. Avanti! Ahoj przygodo! Do sprawy zabrałam sie bardzo profesjonalnie. Najpierw kupiłam sobie szydełko. Fioletowe. Piękne. Mieć fioletowe szydełko(z bąbelkami w środku) nadaje niesamowicie dużo prestiżu(w moim odczuciu ofc). Było mi strasznie przykro, że jeszcze nie miałam czego zaplatać, ale oczami wyobraźni już widziałam jak powstaje moje upragnione dzieło. Przystąpiłam do przeczesywania internetów w zdłóż i wszerz w celu znalezienia wełny czesankowej. Znalazłam. Zrozumiałam skąd ceny gotowych produktów. Zaczęłam szukać alternatyw. Okruchy zdrowego rozsądku nie pozwoliły mi ładować połowy pensji w hobby, którego jeszcze nie mam.
Znalazłam sznurki i cotton spaghetti
“Wszystko co ma w nazwie spaghetti musi być dobre”
Kupiłam dwie rolki. Pomyślałam "Jest git- na kocyk wystarczy". Biorę się do roboty.
Internety, tutoriale, DIY, w robocie było wszystko, a ja kręciłam kolejne oczka. Na kocyk musi wystarczyc... 300m. przecież to 3/4 stadionu(metry bieżące powyżej 100 przeliczam na fragmenty lub okrążenia stadionu, bo to ogarniam)
Drugi motek
kończyłam mając uplecione jakieś 30 cm kocyka...
Zdziwiłam się, ale nie poddałam. Dokupiłam jeszcze 8 i z jeszcze większym zapałem wzięłam się do roboty. Lekceważyłam śmiechy i komentarze rodziny podyktowane zazdrością, brakiem empatii i niewrażliwością na piękno ludyczne.
Kocyk ukończyłam. Waży ok. 8kg(nie polecam na wycieczki samolotem). Z biegiem czasu został podzielony na 2 fragmenty, aby można go było uprać w pralce(gdyby nie to tylko betoniarka wchodziłaby w grę). Jest cieplutki, cudownie przyciska nas do łóżka i grzeje stopy. Jest też idealna wyściółką podłogową.

Rodzina kocyk obejrzała, pochwaliła, poklepała po plecach i spytała, czy już mogę się wziąć za lepienie pierogów, bo to i najeść się można i materiał tańszy, a incydent z szydełkowaniem puścimy w niepamięć
Komentarze